Montaż wentylatora łazienkowego w Łodzi kosztuje 50 zł. To najprostsze rozwiązanie problemu wilgoci w łazience bez okna — a takich w łódzkich blokach z lat siedemdziesiątych jest większość.
Wentylacja grawitacyjna działa dzięki różnicy temperatur i ciśnień. Po wymianie okien na szczelne w całym budynku powietrze przestaje napływać do mieszkania, więc kanał wywiewny nie ma czego wyciągać. Efekt widać najpierw w łazience: para po prysznicu utrzymuje się godzinami, a w narożnikach przy suficie pojawia się pleśń. Wentylator wymusza przepływ, którego grawitacja już nie zapewnia.
Model z opóźnieniem pracuje jeszcze kilka minut po wyłączeniu światła — to wystarcza w większości mieszkań. Higrostat włącza się sam, gdy wilgotność przekroczy ustawiony poziom, i jest lepszy tam, gdzie ktoś bierze prysznic przy zgaszonym świetle albo suszy pranie w łazience. Oba wymagają zasilania doprowadzonego do kanału.
Nie doprowadzamy nowego zasilania do kanału wentylacyjnego, jeśli go tam nie ma — to wykonanie punktu elektrycznego za 50 zł plus prace budowlane. Nie czyścimy i nie udrażniamy przewodów kominowych, nie wykonujemy przeglądów wentylacji. Nie montujemy wentylatorów w kanałach, które okazują się niedrożne.
Wentylator nie pomoże, gdy przewód jest zablokowany gruzem albo gniazdem ptaków, a w starych kamienicach zdarza się to często. Sprawdzamy ciąg kartką papieru przed montażem i mówimy, jeśli problem leży w kanale — wtedy potrzebny jest kominiarz, a nie nowe urządzenie.
Wentylator wyciąga powietrze, ale musi mieć skąd je brać. W szczelnie zamkniętej łazience z uszczelnionymi drzwiami urządzenie pracuje, a przepływu nie ma. Rozwiązaniem jest podcięcie drzwi albo kratka nawiewna w ich dolnej części — mówimy o tym przy montażu, bo bez tego nowy wentylator nie zmieni niczego poza rachunkiem za prąd.
Usuwa przyczynę, czyli wilgoć. Istniejącą pleśń trzeba usunąć osobno.
Modele ciche pracują poniżej trzydziestu decybeli — warto zwrócić uwagę na tę wartość przy zakupie.
Około pół godziny przy gotowym zasilaniu.